Mapa serwisu Ukrainian English Slovak
AKTUALNOŚCI



Artykuły
Andrzej Sondej
Opublikowano 20.05.2018

Sonet pińczowski

Anioł, co chodził po Pińczowie
Dedykuje wspanialej Jadzi Makuch

Gdzie są ci ludzie, te sceny
Co o piątej nad ranem
Budzą kwiaty i gołębie

Na poddaszu zrywają ptakom ubrania
Te kwiaty, rosną
Karmią moje oczy
Rozkwitają białe róże

A w ogrodzie nie ma już magnolii
Która rodziła uśmiechy rodzinne
Lubię, gdy zaczyna padać deszcz

Spadają na ziemie kroplami radości
Wtedy cisza i glosy szeleszczą
Nidą, ponidziem nieba
Zapachem jałowca

Biegnącym w galopie koniem
Dzikim świerszczem
To dotyk wiatru
Odsłania firanki

W obrazie Szekspira
Sonetem budzę wiosnę
Maluje Nidę taką zawstydzona

Elegia na cześć niepamięci

Wzleć ze złamanym skrzydłem
Ten anioł, co chodził na msze nieporanne
Śmiał się, biegał po wodzie
Płakał nad losem żaby

Wywieszał do góry nogami bociany
A pińczowskie noce śpiewają głosem góry
z czarnej otchłani odkrywają księżyc leniwy
A popioły te lecą wiatrem wschodu

I w gorącym słońcu kwitną majowe drzewa
Kwiaty bzu wyścielają tafle wody
Wieszają ptaki jak wiosenne pranie
W te jedną godzinę zapomnienia

Elegia poranna


Ten dotyk
Mokry od deszczu w porannym słońcu
Zachodzi księżycem
Smutek zamienia się w płacz

Wtedy strumyk ucieka Bieszczadom
Po ukrytym lądzie budzi się
Dzikim sercem poznaje każdą drogę
Obojętny ten los

Drzewa na dnie lasu
Widzę każdego dnia
Rośnie we mnie kwiat róży
Malowany obraz

Wtedy tańczę
Zadymiony ogniskiem
Zbieram piasek z oczu
Ocalony odchodzę

Trzymam flakon
To on czkawkę ma nieznośna
Czekoladę w ustach
Popiół na głowie

AKTUALNOŚCI



Wyniki Lotto
Waluty
Z:
Do:
Ile: